Team work, czyli zbiorowa halucynacja w rytmie KPI
Praca zespołowa w firmie często wygląda zupełnie inaczej niż w teorii.
Na szkoleniach mówią, że zespół to rodzina.
I mają rację.
To taka rodzina, w której każdy czeka, aż podwinie Ci się noga, żeby zająć Twoje miejsce przy stole.
„Siła zespołu to ludzie” – najładniejsze kłamstwo, jakie usłyszysz przed kawą.
W praktyce siła zespołu to Twoja pozycja w Excelu. Rubryka „zasoby”. FTE.
Wpisany, zanim ktokolwiek zapyta, czy umiesz oddychać pod wodą.
Bo i tak Cię tam wrzucą.
Liturgia absurdu
Kick-off wygląda jak zdjęcie przed egzekucją zdrowego rozsądku.
Uśmiechy z prospektu kredytowego. Synergia. Otwartość.
Potem zaczynają się maile.
„Szybki update.”
Już wiesz, że ktoś zginie.
„Pilne akcje.”
Adrenalina bez powodu.
„Dla jasności.”
Czyli ktoś właśnie buduje alibi.
Teatr
Team work to spektakl bez scenariusza.
Lider gra charyzmę.
Zespół gra entuzjazm.
Publiczność to stakeholderzy.
Nie rozumieją sztuki, ale mają prawo oceny.
Gdy wszystko działa – biją brawo.
Gdy się sypie – winni są aktorzy.
Strategia jest nietykalna.
Na każdym spotkaniu ten sam dialog:
— Musimy to zrobić razem.
— Kto?
— My.
— Kto dokładnie?
— Ty.
Mechanika
Współpraca kończy się tam, gdzie zaczynają się KPI.
„My” zamienia się w „ja”.
Wspólny cel w ranking.
Pizza zespołu?
Na początku dla wszystkich.
Na końcu dla najszybszych.
Reszta dostaje karton.
System nie kocha liderów.
System kocha pozory.
Jeśli gasisz pożary – nie jesteś bohaterem.
Jesteś elementem procesu.
Wymiennym.
Hełm
Po latach nie masz już zbroi.
Masz pancerz z sarkazmu.
Nie zdejmuj go.
W tym świecie nikt nie strzela w głowę.
Wszyscy celują w plecy.

